Agra i Jajpur, czyli robię się zła

By Madamka • Indie i Nepal • 7 Gru 2014

Agra i Jajpur są satelitami Dehli leżącymi każde ok. 260 km od stolicy, stąd łatwo się do nich dostać pociągiem, co też uczyniłyśmy, zostawiając nasze rowery w hotelu na przechowanie.
W Agrze powitał nas tłum wymownych rikszarzy i z pomocą jednego z nich dotarłyśmy do cichego hoteliku, z którego tarasu po raz pierwszy ujrzałam piękną, śmietankową sylwetkę Taj Mahal górującą nad dachami miasta.
Życie dzielnicy otaczającej Taj biegnie, jak zwykle w hinduskich miastach, w wąskich uliczkach pełnych kramów, sklepików i warsztatów, w których wykonuje się pamiątki oferowane potem natarczywie turystom. Tutejsi handlarze do perfekcji opanowali sztukę psychologii sprzedaży i mimo zaciętego oporu nie zdołałam się wyrwać z ich matni, zwłaszcza, że rikszarze są z nimi w zmowie.
— Zawiozę panią za darmo do hotelu, madam, ale najpierw odwiedzimy trzy świetne sklepy — zagaił starszy kierowca naszego tuk tuka
— Dwa! — szkoda mi było czasu — I nic nie zamierzam kupować!
— Patrzenie nic nie kosztuje, co szkodzi popatrzeć?
A potem rozkładanie towaru, demonstrowanie wszystkich wyrobów, zachęcanie, udowadnianie niskości ceny i inne manipulacje, którym nie można się oprzeć i w rezultacie zostałam właścicielką pięknego wazonika, którego wcale nie chciałam.
Agra jest czyściejsza, niż inne miasta przeze mnie odwiedzone i zachowałabym ją we wdzięcznej pamięci, zwłaszcza, że ma Taj Mahal, ale rozzłościło mnie żądanie 750-ciu rupii zapłaty za bilet wstępu do mauzoleum, gdzie tubylcy płacą tylko 50.
— Dlaczego muszę zapłacić piętnaście razy więcej?!– oburzam się — Bo mam białą skórę? To rasizm!
— Bo jesteś bogata, a ja jestem biedny!
— Zabrać bogatemu, żeby dać biednemu? To komunizm!!
— Ale ja płacę podatki, a ty nie, więc musisz zapłacić więcej za bilet!
— Gdy przyjedziesz do kraju, w którym ja płacę podatki, bilet będzie miał jedną cenę dla wszystkich, i dla mieszkańców i dla przybyszów!
Żadne argumenty nie działają, taka jest polityka rządu. Nie ma to nawet uzasadnienia ekonomicznego, bo turystów w ciżbie lokalnych zwiedzaczy prawie nie widać, więc ich drogie bilety nie stanowią żadnej różnicy dla budżetu.
Indie są państwem, które nie szanuje przybyszów i traktuje ich jak istoty gorszej kategorii.
Odczuwam to prawie stale, wielu ludzi próbuje mnie okłamać lub wykorzystać. To takie mini wykorzystywanie, które wywołuje raczej rozbawienie, niż złość.
O Jajpurze szkoda nawet wspominać. To różowe miasto, które koniecznie miałam zobaczyć, żeby poznać hinduską duszę, jest raczej rdzawe, a i to tylko od frontu budynków przy głównych ulicach starówki. Wszystkie domy przy bocznych uliczkach są jak wszędzie brudnoszare, wyniszczone, przesiąknięte smrodem moczu i rynsztoka. Wycie klaksonów dochodzi nawet wysoko do świątyni Garganesha, gdzie się wspięłyśmy w upale, żeby poszukać tej różowej barwy z lotu ptaka — bezskutecznie.
Zatrzymałyśmy tuk tuka, żeby dostać się do sławnej świątyni małp, a wylądowałyśmy w zoo! W końcu tam też są małpy! I oczywiście zapłaciłyśmy dziesięć razy więcej za bilety, niż lokalni.
Zdjęć nam zrobiono też więcej, niż małpom, byłyśmy tam większą atrakcją:)

Tags: , ,

6 Responses

  1. Mira z Łodzi

    Zosiu- twój dzisiejszy wpis i zdjęcia spowodowały, że nie dziwie się twojej irytacji. Dziwny to jest kraj. Ich natręctwo i nękanie turystów to juz zupełnie chwyt poniżej pasa. Ale widać działa…..wazonik masz.

    • madamka

      Szybko mi przeszło, w końcu kijem wody nie zawrócisz… Może im to daje jakieś poczucie sprawiedliwości społecznej. Zresztą nie są to duże kwoty dla ludzi z Europy, ale dziwny jest dla mnie ten proceder. My tego u nas nie praktykujemy.

  2. Krystyna

    Dziś na Onecie wypowiadała się dwójka polskich emerytów, którzy spędzają zimy właśnie w Indiach, bo tanio. Twierdzą, że za 2 tys. złotych spokojnie tam wypoczywają (1 tys. to wynajem mieszkania, 200 zł. to miesięczne wyżywienie, i jeszcze mają na inne wydatki) . Dobrze więc, że przesunęli nam wiek emerytalny, bo może byśmy tam chcieli wygrzewać na plażach stare kości 😉 Zwłaszcza, że wspomniani staruszkowie chętnie są zatrudniani jako statyści w filmach bollywood.

    • Madamka

      Nie chciałabym spędzać tam emerytury. Ciepło nie jest tam miłe, to suche, zakurzone gorąco, przenikliwie hałaśliwe, a nie tego potrzebują starsi ludzie. Praca w branży filmowej wcale nie jest łatwa, czytałam trochę o tym. Polega głównie na wielogodzinnym wyczekiwaniu, co musi być męczące. Ja raczej nie marzę.

  3. Zosia! nie denerwuj się tak na te rzeczy których tam nie zmienisz. Sama mi to mowiłaś..

    Ciesze się, że pisałas relacje bo mogłam być na bieżąco, ale chętgnie dowiem się jakiś praktycznych rzeczy np. czy uważasz, ze sama kobieta tam da radę (to znaczy wiem, zę wiele kobiet daje) no i w ogole.

    Co do życia za grosze, myślę, że w Indiach jest sueprtanio, ale póki co polecam Tajlandię. Rajskie plaże, dobre jedzenie i nie tak głośno – nie trąbią bez opamiętania. Spotkałam człowieka, nawet nocowałam u niego, który wynajmuje dom za ..300 zl przy plaży. Co prawda do nie nowy, ale tez nie żaden syf. Może to opcja dla mnie?

    • Madamka

      Kobieta wszędzie da sobie radę! Tanio jest, ale ja wolę trochę drożej, ale ładniej lub chociaż bardziej interesująco. Indie są przewidywalne, lepiej wybierz się do Nepalu, ciekawiej. Zrobię zaraz praktycznik, żeby zamieścić kilka użytecznych informacji, obiecuję. A przy okazji życzę Ci wesołych, zdrowych Świąt. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.