Alanya, kolejne miłe miejsce dla zmarzlucha

By Madamka • Turcja 2018 • 16 Mar 2018

Na targu stoją mężczyźni oferujący świeży sok pomarańczowy. Machnie taki rączką wyciskarki, szklaneczkę napełni pysznością i wzbudzi zazdrość, że ma taką maszynkę.
Ale teraz mam i ja! Kupiłam pod wpływem impulsu, gdy zawędrowałam przypadkiem w jakieś poboczne, warsztatowe okolice miasta. Stało to na półce w jakimś przyfabrycznym sklepiku, więc nabyłam, nie myśląc czy mi to potrzebne i jak dowiozę do domu. Jakoś! Pewnie ze dwa razy się użyje, ale co tam, taki egzotyczny gadżet.
Bo kupić tu więcej nie ma czego. Wędrujemy sobie od sklepiku do sklepiku, po bazarach spacerujemy i jedyne co mam z tego, to coraz większe zniecierpliwienie. Targować się nie umiem, zawsze zapłacę więcej niż koleżanki, brak mi wyczucia niezbędnego przy tej psychologicznej potyczce, jaką jest targ. We wszystkich sklepach i na wszystkich straganach królują podrobione wytwory znanych marek, logo Chanel, Vitton, Rolex – temu się nie oparłam i nabyłam! – i inne przeróżne, znane mi i nieznane, straszą z półek i stosów, brzydkie okropnie. Nie wiem, czy brzydkie, bo brzydkie, czy tak źle podrobione. Proceder jest oficjalny, prawo nie ściga, a są kobiety to kupujące, więc się biznes kręci i chyba tylko sami właściciele tych sławnych marek cierpią, bo nikt więcej.
Styl kupiecki polega tu na namolnym nawoływaniu i namawianiu, a zaczyna się zawsze od niezmiennnego pytania -Where are you from?!- na które człowiek machinalnie prawdę odpowie i potem już jesteśmy w komitywie, rozmowa zaczęta, – jak sie masz, czesc, polska dobrze – i tak dalej, a jak nie kupisz, choć masz obowiązek, to foch i obraza. Próbuję więc nie reagować na to podchwytliwe where are you from, udaję że nie słyszę, ale pytanie się powtarza, coraz głośniej i napastliwiej, tak jakby straganiarzowi było to naprawdę ważne. Nawet podbiec za mną potrafi. Pytam kilku, po co mnie o to pytają, bo muszę odpowiadać po kilkadziesiąt razy dziennie. Po co im ta informacja? Jeden w przypływie szczerości przyznaje – nie wiem. Ja oczywiście wiem, psychologia mnie nauczyła, nie wiem tylko, czy u nich korzystanie z tego chwytu to tylko instynkt, czy już wiedza. Czasem grę taką uprawiamy, że ja mówię np. Slowakia! albo Japan!, a on wtedy mnie rozszyfrowuje z triumfem, bo przecież słyszy, jak z koleżanką rozmawiam i język rozpoznaje. W każdym razie moje pochodzenie jest istotnym elementem aktu kupna-sprzedaży, co mnie w końcu skutecznie zniechęciło do wszelkich zakupów.
Pogoda stale piękna, na plaży spędzam dużo czasu, na leżaku, za który czasem żądają opłaty, czasem nie, nie odkryłam reguły, chyba tylko chciwością właściciela się tłumaczy to zróżnicowanie. Przed sezonem opłat się nie powinno pobierać, ale niektórzy pobierają, takim dziękujemy i się przenosimy na sąsiednie, gościnniejsze poletko. Wieczorem dreszcze od opalenizny, nazajutrz skóra swędzi i się łuszczy, mimo kremu ṅr 50. Woda w morzu ma intensywny turkusowy odcień, piach plaży szorstki, szarawy, w uszach nieustanny hałas ulicy ciągnącej się wzdłuż promenady. Owa promenada z kolorowych puzzli ułożona na całej długości miasta daje możliwość wielokilometrowych spacerów, podczas których towarzyszy mi stale myśl, jak by tu było pięknie, gdyby szosę przerzucić na drugą stronę za zabudowania. Wtedy byłby to raj! Bo tylko ciszy brakuje do szczęścia.
Atrakcji turystycznych niewiele w Alanii, bo to nowe miasteczko wyrosłe z rybackiej wioski w drugiej połowie XX wieku, same bloki tu i hotele. Miłośnicy staroci mogą się wspiąć lub wjechać wagonikiem na górę nad portem, gdzie pozostałości zamku warownego i widoki przecudne na całą zatokę, pasmo Taurusu i kremowe miasto.
W samych trzewiach góry jaskinia Damlatas, stara na jakieś 10 000 lat, z mikroklimatem dobrym dla astmatyków. Od tej jaskini i tych chorych podobno zaczął się rozwój miasta. Dziś wpuszcza się tam turystów za biletem 6-ciolirowym. Wytrzymałam kilka minut, bo duża wilgotność i stała temperatura 23,5 stopnia są mocno męczące.
Tuż przy porcie stoi czerwona wieża obronna, pięknie i solidnie skonstruowana przez swych budowniczych i widok z jej szczytu jest urzekający, bo miasto leży w kolebce między szarozielonymi górami, które się usunęły na kilka kilometrów, by dać ludziom miejsce, a turkusem morza. Przestrzeni za mało na płaskim, więc budynki usadawia się na zboczach amfiteatralnie. Widoki są malownicze i w każdej godzinie miło jest patrzeć na tę kolorową pocztówkę.
Odwiedzam przy tzw. okazji kilka biur nieruchomości szukając tu lokum na kolejną zimę, ale ku memu zdziwieniu czynsze są wyższe niż w Hiszpanii. Mieszka tu znaczna liczba zachodnich Europejczyków, stąd wysokie ceny. To mnie trochę zniechęca, ale jeszcze nie daję za wygraną. W serwisach tureckich najmy dla lokalsów kształtują się w granicach 600-800 lirów miesięcznie, co już jest mocno zachęcające.Trzeba mi więc jakoś tą drogą pójść.Chętnie bym tu spędziła dłuższy czas, tak tu ładnie wszędzie i ciepło. Pożyjemy, zobaczymy…

Tags: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.