Chorować w Australii

By Madamka • Australia 2016 • 22 Lip 2016

Żyję! Jakoś się wykaraskałam,choć ciężko było.
Któryś z gości przyjęcia ramadanowego przyniósł w prezencie wirusa. Wirus endemiczny, jak kangur, czy koala, w innym świecie nie występuje, nie zetknęliśmy się wcześniej, więc mnie powalił. Kaszel, katar, gorączka, ciężkie noce, złe sny o przeszłości, ogólne rozbicie. W apogeum pomyślałam z niedowierzaniem, że zejdę tu na tych antypodach, przemieni się w sepsę i po mnie. Tak, przemknęła mi taka myśl, ale w głębi duszy nie wierzę we własną śmierć, do tej pory zdarzała się innym. No i doświadczenie życiowe. Choroba zawsze przemija. To mnie trzymało, bo nie opieka lekarska, której oni tu jakby nie mają. Owszem, działa jakiś system, technicznie wszystko niby jest, lekarze, szpitale, apteki itp., ale diabeł tkwi w szczegółach. Obserwowałam to z bliska. Najpierw zachorował maluch, więc mama poszła z nim do lekarza.
–Wirus, ale na razie nic mu nie jest. Proszę przyjść, jak się pogorszy — zawyrokował pierwszy, nawet mu stetoskopu nie przyłożył, a dziecku w płucach grało, że mogłam to słyszeć z odległości.
— Zapalenie ucha! –stwierdził drugi i przepisał antybiotyk.
Czyli trzeba było poszukać trzeciego, żeby potwierdził jedną z tych diagnoz. Ucho wykluczył i zostało przy wirusie. Leczenia nie wdrożono, organizm wyleczył się sam.
I o to właśnie chodzi w tutejszej opiece zdrowotnej. Są drodzy, dostępni, uprzejmi i mają eleganckie przychodnie, gdzie się wpada, żeby zobaczyć lekarza. I tyle. Pozwalają pacjentom na dużą samodzielność. Organizm ma siły naprawcze, w większości przypadków wystarczają.
Minar od kilku miesięcy wizytuje okulistów. Jedno oko nie funkcjonuje dobrze, jest jakiś ucisk w gałce i widzi jak przez folię. Drugie oko działa bez zakłóceń. Opowiada to trzeciemu już lekarzowi. Oni badają ostrość wzroku, widzi dobrze nawet ostatni rządek liter, więc diagnoza jest pomyślna: Wszystko ok.
Radzę mu poszukać lepszego lekarza, ucisk w gałce ocznej może sugerować, że coś rośnie w mózgu i naciska. Pewnie system działa, jak u nas, badania są drogie, więc się nie wykonuje tomografu tak ad hoc. Poczekamy, może samo przejdzie.
W przyszłym tygodniu Minar pójdzie do lekarza w Dhace, bo właśnie tam leci w sprawach służbowych, więc przy okazji sprawdzi, czy tam też oko będzie ok.
Była jeszcze historia z zakażeniem małego Shayana wirusem jakiegoś brodawczaka. Na oczku pojawiła się jakaś kropka, grudka, coś. Kasia czterokrotnie, bezowocnie zwizytowała lekarza.
W Polsce lekarz postawił diagnozę na pierwszej wizycie, zaordynował antybiotyk, wyleczył malca w kilka dni.
W rodzinie, u której przebywam, panuje głębokie przekonanie, że tutejsi medycy nie znają się na swoim fachu.
W tej sytuacji specjalnie do lekarza się nie paliłam, choć mnie Kasia chciała umówić. Zresztą, byłam tak słaba, że to było ponad moje siły. Karmiłam się czosnkiem i syropem z cebuli, żeby w ogóle coś robić. No i w końcu, po dwóch tygodniach, choroba w odwrocie, został mi jeszcze gruby głos i kaszel. Ale wyjdę z tego.

Zdjęć nie robiłam, przychodnie zwykle mieszczą się w pobliżu kompleksów handlowych,
w parterowych, przytulonych do ziemi budyneczkach, takich, jak tu wszystkie.

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.