Coś starego, coś nowego ze starego i coś nowego w Guilford

By Madamka • Australia 2016 • 29 Paź 2016

A jednak udało mi się tu znaleźć kilka starych rzeczy!
Wystarczyło pół godziny jazdy podmiejską kolejką, by w Guilford utonąć na pół dnia w antykwariatach, galeryjkach i magazynach rupieci/staroci, które usadowiły się na prawie całej długości głównego traktu. Nie spacerowego już niestety, bo to dziś szybka arteria komunikacyjna, dwa pasy w każdą stronę, a za nimi tory metra. Współczułam gościom ogródków kawiarnianych, bo za plecami mieli, owszem, przytulne lokaliki, za to przed oczami samochody. Te angażowały zresztą i inne zmysły, bo hałas był znaczny, a i swąd benzyny wyczuwalny. Nie usiadłam więc w wygodnym foteliku przy kawie, bo mi się to wydało dziwnym pomysłem w ww. sytuacji, za to odwiedziłam i skrupulatnie zwiedziłam każdy antykwariat w tej mieścince.
Czego tam nie było! Stare meble, garnki, książki, kalendarze, plakaty, talerze i sztućce, sprzęty domowe i gospodarcze, płyty, dziecięce wózki i nawet ubrania. Znalazłam ku swemu wzruszeniu bańkę/kankę na mleko, trzylitrową, taką, jaka była u nas w domu.
Większość tych rzeczy przybyła tu prawdopodobnie ze starego kraju, bo nie różniły się niczym od staroci z Europy. Ruch panował spory, ale ludzie bardziej zwiedzali, niż kupowali. Zachwyciły mnie dwie wysokie, pięknie zielone, figuratywne butelki, podziwiałam je dłuższy czas i z żalem odeszłam, bo za duże do transportu międzykontynentalnego.
Guilford datowane na 1829r., to pierwotne centrum kolonii Swan Valley, zanim tę rolę przejęło rosnące Perth. Stoi tu stary budynek poczty i kilka starych domów, ale tę pierwotność ja najbardziej dostrzegłam w wielkości posesji. Działki tu są wyraźnie większe, niż w nowych osiedlach, domy posiadają ogródki dookoła i stylowe, drewniane płoty, co ma jakiś dziewiętnastowieczny wdzięk.
Atrakcją miasteczka jest strawiony przez pożar budynek hotelu „Guilford”, w którym jakiś zapaleniec po ciekawym remoncie urządził restaurację. Pozostawił liczne ślady pożogi, odarte z tynku mury, kikuty krokwi, zwęglone deski, część zasłonił szkłem i stworzył z pomieszania zniszczonego i nowego ciekawą przestrzeń, do której ludzie ciągną tabunami. Bardzo mi się ten projekt spodobał, bo przywrócił do życia obiekt skazany już na niebyt.
Wędrując dalej natknęłam się na kiermasz różnych różności, głównie nowo wytworzonych – wszystko obejrzałam! – wystawionych na straganach wzdłuż parkowej alejki. Spacerowicze łazili między nimi w dźwiękach sympatycznej muzyki produkowanej przez dwóch młodzieńców.
Był to więc dzień podziwiania przedmiotów, ale też i refleksji nad czasem, którego te przedmioty są niemymi świadkami. Czasem poruszają jakąś strunę w sercu, jak ta kanka na mleko.

Tags: , ,

3 Responses

  1. Andrzej Szczurowski

    Urokliwe i bardzo klimatyczne miejsce i życie jakby spokojniej tam płyneło

  2. r.w.

    Pozdrawiam i pozytywnie zazdroszczę . Ryszard

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.