Czas zmienić przekonania

By Madamka • Australia 2016 • 14 Sie 2016

No, dobrze, odszczekuję.
Cofam, co od kilku tygodni sączę Wam w uszy, że tu tak źle. Jakoś powoli to do mnie doszło. Jest naprawdę fajnie. To jednak dobre miejsce do życia. Przyglądam się i przyglądam, i nareszcie zaczynam to dostrzegać.
Dlaczego zabrało mi to tak dużo czasu? Też już znalazłam odpowiedź. Jestem tu sama i samotność przyprawia mnie o nostalgię. W takim stanie mam skłonność do idealizowania znanych, bliskich sercu miejsc i trzymania się na dystans od nowego.
Czemu właściwie uważałam, że przedmieścia są dołujące? Bo cicho? Psy nie ujadają? Czysto?
A duże ogrody na co komu, gdy lato przyjdzie ze swoimi gorączkami? I tak wyschnie, co nie podlewane. I czy nie lepiej z fotela swój jeden krzaczek oglądać, niż w upale z kosiarką ganiać?
Pierwiastek intelektualny? Bzdura! Chodzi o uprzejmość i regularne wywożenie śmieci, a tego tu nawet w nadmiarze.
Tak więc przejrzałam na oczy i odtąd będę się cieszyć spokojem przedmieścia, zwłaszcza, że do centrum Perth jest 30 minut schludnym metrem.

Po raz kolejny się tam wybrałam. Wczoraj obejrzałam najpierw manifestację policjantów, którzy w asyście licznych gapiów protestowali na głównym deptaku pieszo, konno i rowerowo przeciw swojej trudnej sytuacji, a wieczorem w miejskim teatrze — pokaz tańców hinduskich,starych i bollywoodzkich, kolorowych i dynamicznych.
Dziś wybrałam się na regularne zwiedzanie.
Bardzo mi się podoba, jak kaskadowo budynki stają jeden za drugim, coraz wyższe, a każdy odmienny, nie ma dwóch takich samych. W pierwszej linii nieduże, najstarsze, oparte plecami o te wyższe, średni poziom, a potem już drapacze chmur.
Jak się przejdzie na drugą stronę, za dworzec kolejowy, ta piramida schodzi w odwrotnej kolejności, aż do poziomu parterowych barów i sklepów.
Znalazłam tam zabudowania uczelni technicznej, i artystyczny gmach wydziału sztuki, i przytulną, pachnącą świecami cerkiew, i gwarne ulice z niewysoką zabudową, pełne knajpek, barów i restauracji z kuchnią z różnych kultur. Słońce przygrzewało, w powietrzu unosił się słodki zapach ciastek, ludzie siedzieli przy stolikach i leżeli na trawie w parku.
Na podwórcu muzeum rządziła dziś nauka i technika, zorganizowano coś na kształt festiwalu nauki, w mini wymiarze. W jednym namiocie elektryczny samochód, w innym nanotechnologia, w kolejnym ludzie przymierzali jakieś futurystyczne gogle, dzieci masa, bo to raczej dla nich impreza, budki z jedzeniem, słowem pełny relaks.
Myślę, ze to idealny kraj do wychowywania dzieci, bezstresowy, czysty, bezpieczny. Nie mają tu uchodźców, środowisko jest czyste, poziom życia wysoki, ciepło. Wszystkie europejskie problemy gdzieś w innym kosmosie.

Wsiadłam do bezpłatnego autobusu o wdzięcznej nazwie linii blue cat — są jeszcze linie czerwona, zielona i żółta, czyli green cat, red cat itd., krążą dosłownie co dziesięć minut — i tak trochę jadąc, trochę wędrując obeszłam tylną część centrum robiąc niemożliwie dużo zdjęć, bo gdzie nie spojrzałam, tam mi się podobało, a potem promem z przystani przepłynęłam na drugi brzeg rzeki Swan, bo tam mnie jeszcze nie było.
Przeprawa trwa ledwie kilkanaście minut, podczas których można podziwiać budynki górujące nad wodą po obu stronach. Na tej drugiej stronie nie ma właściwie nic ciekawego, tam się tylko mieszka, ale sam rejs jest atrakcją, potem można coś zjeść w jednej z kilkunastu restauracji w pobliżu nabrzeża i wrócić na właściwą, miejską stronę miasta.
Minus? Bateria mi się wyczerpała w aparacie, więc nie zrobiłam zdjęcia imponującego widoku tutejszego Manhattanu z pokładu promu, a jest co podziwiać i uwieczniać.

Tags: ,

2 Responses

  1. Anonim

    Zosiu, pamiętałam,że jesteś w Australii ale z powodu natłoku spraw osobistych nie śledziłam ani twoich ani Ewy wpisów.
    Miałam bowiem koniec roku szkolnego, wyjazd do sanatorium, wesele w rodzinie i wyjazd na wyprawę rowerową.
    Aktualnie jestem na wyprawie- zupełnie innej niż wszystkie poprzednie. Jest nas tylko czworo( Tomek, ja, i wspaniałe małżeństwo znane nam z poprzednich wypraw). Spaliśmy 5 nocy w Dreznie a teraz mamy dwa noclegi na Morawach. Mieszkamy w pensjonatach a nie namiotach.Z jazdą nie przesadzamy. Wieczorami bardzo mile spędzamy czas. Sami robimy sniadania i kolacje a obiad jak tam wyjdzie. Tomek kupił sobie rower z napędem, ale takim,że musi pedałować i teraz ja jestem na końcu grupy w podjazdach.
    Mieszkam już od 1 czerwca w nowym mieszkaniu i jak wrócisz zapraszam wpadnij. Czuję się tam bardzo dobrze.

  2. Anonim

    Kochana Zosiu!
    Napisz cos znowu .Czekamy na nowe wieści.Jak tam z twoim zdrowiem? pozdrawiamy Teresa i Tadeusz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.