Międzyzdroje, mon amour

By Madamka • Polska • 27 Lut 2014

–Och!– wzdycham zachwycona obrazem, który pojawia się przed moimi oczami, gdy staję na skraju plaży.
Jest ciepło, wiosennie, bezwietrznie. Słońce rozświetla błękitne niebo nad ciemną, nagą linią klifu, zanurza się w toni, kroi wodę krótkimi, jasnymi cięciami sięgającymi dna. Kamienie przy brzegu lśnią barwami, ławice białych muszelek wylegują się na brzegu, chrzęszczą pod butami. Morze, ciche i łagodne, niebieszczy się intensywnie, przysłuchuje krzykom mew, leniwie przytula do jasnego brzucha plaży.
-Zima już nie wróci!- zapewniam sama siebie z nadzieją.
Długie wędrówki po wilgotnym, ubitym piasku są prawdziwą przyjemnością, towarzystwa dotrzymują mi głównie ptaki i nieliczni miłośnicy nordic walkingu. Po kilku kilometrach marszu przysiadam na szarym, wyrzuconym przez fale pniu, zjadam wyciągniętą z kieszeni kanapkę, wygrzewam w słońcu. Doświadczam piękna tego wybrzeża. Plaża jest cicha i przytulna, umoszczona wygodnie w zakolu zatoki. Od hałaśliwej ludzkiej krzątaniny oddziela ją skutecznie płaszcz lasu porastającego wzgórza wydm. Na wschodzie klify wznoszą się na sporą wysokość rzucając rankami długie cienie na piasek i tkwiące w nim kolorowe rybackie kutry.
O tej porze roku Międzyzdroje są ciche i puste, mieszkańcy powoli przygotowują się do następnego sezonu. Na chodnikach stoją kontenery wypełniające się powoli gruzem z remontowanych budynków, w przestrzeni unosi się stuk młotków i warkot wiertarek.
Moje wymagające renowacji mieszkanie oglądają kolejno silni mężczyźni o zniszczonych od cementu dłoniach, a potem wymieniają sumy, od których dostajemy zawrotu głowy.
-Ile dostałaś za swą ostatnią książkę? – pytam swą zarabiającą piórem siostrę.
-Jedna łazienka, jedna książka – oblicza bez emocji.
Przyglądamy się tej łazience z nowej perspektywy i idziemy na spacer, żeby ukoić zranione uczucia. Na plażę, wciąż dla nas dostępną.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.