Podróż w głąb, czyli 7 miesięcy obcowania z cudem

By Madamka • Australia 2016 • 26 Gru 2016

Mój długi, nieplanowany na taki aż okres, siedmiomiesięczny pobyt w Perth skończył się. Różnił się od wszystkich moich podróży, bo był stacjonarny i prawie się nie poruszałam, zwiedziłam tylko miasto i kilka okolicznych atrakcji. Najczęściej przebywałam na niewielkiej przestrzeni domu Kasi, kilkanaście metrów w dwie strony korytarzem i obszar pokoju, a do tego dróżka wzdłuż jeziora na sobotni spacer. Nie przemierzałam kilkudziesięciu kilometrów dziennie , krajobrazy i ludzie nie znikali w pędzie roweru, wrażeń zewnętrznych nie było. Robiłam to, co zaleca Tolle, żyłam w chwili obecnej. Od rana do nocy koncentrowałam się na rzeczywistości i na teraźniejszości, bo nie da się inaczej z kilkunastomiesięcznym maluchem.

Od pierwszego rannego uśmiechu ugruntowywałam się w byciu tu i teraz. Z uwagą oglądałam każdą dziecięcą rzęsę, kontemplowałam gładkość skóry, zachwycałam się rozmiarami stópek, wdychałam słodki niemowlęcy zapach. Tonęłam w czystym spojrzeniu dziecka i radowałam bliskością, gdy siadał na moich kolanach, by razem czytać bajki. Moja głowa była pusta złych myśli i rzadko zdarzały się chwile, gdy umysł szedł gdzieś w tył, by obracać wkoło przeszłość. Mimo fizycznego zmęczenia czułam się szczęśliwa i młoda, przywoływałam malca nieświadomie imieniem mojego syna, jakby czas się zwinął i znów dał mi szansę bycia matką, przeżywania macierzyństwa już bez tej nieuwagi i pośpiechu, jakie są typowe dla młodości.

Studiowałam więc w zachwycie każde poruszenie, próby, jakim poddawał swoje ciałko, by zapanować i nad nim i nad swoim terytorium. Wzruszałam się każdej godziny i byłam spokojna. Zastygałam na długie minuty, by przyglądać się, jak z namysłem opanowuje kolejne czynności.
Uczył mnie bycia radosną. Od pierwszego momentu ranka był szczęśliwy, szczęśliwy z powodu wszystkiego. Dlaczego nie umiemy ponieść tego szczęścia dalej w życie, poza dzieciństwo? Jaka to strata ogromna!

Przyjmował moją pomoc naturalnie, nie dziękował za nią i nie czuł się zażenowany, jak ja, gdy mi czyjaś pomoc potrzebna. Prośba o przysługę wywołuje we mnie mentalne cierpienie, więc zwykle odpuszczam, przez co dużo tracę. Radowało mnie, że mały chwyta mój palec i ciągnie tam, gdzie znalazł mi coś do zrobienia dla siebie.

Wszystkich kocha i akceptuje, którzy znaleźli się w jego przestrzeni, a gdy znikają – nie płacze i nie rozpamiętuje, boża mądrość w dziecku.

Zdumiewała mnie nieustannie bystrość jego umysłu , szybkość z jaką się uczył. Psychologia ustaliła, ze w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy życia dzieci opanowują w całości system semantyczny języka, tytaniczna praca. Kto się uczy języka obcego wie, jaki to trud. Szajan opanowuje jednocześnie trzy języki i doświadczalnie sprawdziłam, ze je przyswoił. Czasem siedząc przy jego boku w czasie oglądania bajki dostrzegałam w odbiciu oczu pracę mózgu, tempo rejestrowania szczegółów. Ludzie nie wiedzą, że mają w domu kosmitę, uciekliby z krzykiem, na szczęście są zwiedzeni kamuflażem małości i nieporadności.

Społecznych zachowań dziecko uczy się przez naśladownictwo. Miałam czas, by to zauważyć, a nie miałam go, gdy moje dzieci się programowały. Wielką jest odpowiedzialnością przebywanie z dzieckiem, trzeba kontrolować swoje zachowania bezwiedne, chyba, ze się pochodzi z domu pełnego miłości i akceptacji, wtedy przekazujemy dobre wzorce, ale ilu z nas pochodzi z takich rodzin?

Pokochałam go, ogrzał moje serce. Mam, nikłą co prawda, nadzieję, że to ja pierwsza pokazałam mu księżyc. Dzięki niemu odbyłam jedną z najważniejszych moich podróży- w głąb.
Okupioną różnymi boleściami steranego ciała, ale było warto.
Było warto!

One Response

  1. Mira

    Zosiu, przeczytałam twój tekst ze wzruszeniem. Poczyniłaś wiele cennych obserwacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.