Słoneczna Turcja czyli jak umknąć przed naszą zimą

By Madamka • Turcja 2018 • 5 Lut 2018

 

–No i nie odleci! —  rozniosło się wśród  rozleniwionych wypoczynkiem all inclusiv rodaków czekających na samolot z Antalii do kraju. Sześciogodzinne opóźnienie wprawiło ich w stan nerwowego ożywienia. Szybko ukonstytuował się komitet znających lotnicze prawo i zaczęło się zbiorowe pisanie zażalenia do touroperatora, dzielenie się wiedzą w temacie i chóralne narzekanie. Z ogólnego galimatiasu najistotniejsza informacja, że za opóźnienie na tym dystansie przysługuje odszkodowanie.
– 400 euro nam się należy wg unijnego prawa! — komentowano.

Czasu nie trwoniłam, zawsze mam czytnik ze sobą, ale widok słońca za ścianami dusznej klatki, w której mnie na cały dzień uwięziono zirytował mnie i dlatego z mściwą radością przygarnę to euro.
Przeznaczyłabym je na kolejny pobyt na tym wąskim, cudnym pasie lądu ograniczonym z jednej strony lazurowymi wodami Morza Śródziemnego, a z drugiej – ośnieżonymi szczytami Taurusu.
–Dlaczego tu wcześniej nie dotarłam? – zastanawiałam się leżąc wygodnie na leżaku, w słońcu, z szumem fal i szumem palm w uszach. Jakoś nie dotarłam, ale teraz już będę częstszym gościem.
Ciepło, słońce, kwiaty, oszałamiające widoki, czysto, tanio, jedzenie smaczne i obfite, wino pyszne, ludzie uprzejmi, uśmiechnięci. Czego chcieć więcej?
Styczeń nie jest podobno najlepszym miesiącem  na wizytę na Riwierze Tureckiej, podobno, bo ja jestem bardzo zadowolona. Pierwszy tydzień był ciepły i słoneczny, doskonały na leżakowanie i spacery wzdłuż plaży, a drugi – chmurniejszy – świetny na zwiedzanie okolicy.
Podoba mi się tu prawie wszystko. Ta część Turcji jest bardzo zadbana, zamożna, europejska. Schludne bloki zaopatrzone w baterie słoneczne i beczki na wodę na dachach. Nigdzie graffiti. Fontanny, ścieżki rowerowe, sprawna komunikacja i uprzejma w niej obsługa,
Dobre drogi, kierowcy ostrożni, auta umyte i brak śladów kolizji. Ulice miasta gwarne i ruchliwe ludźmi, a od tego jest w końcu miasto, żeby tłum się kolorowy przelewał. Wszędzie wysprzątane i zielono. Hotele otulone sosnami, z dostępem do plaży. Ludzie czyści, co widać i czuć.
Podoba mi się życzliwość przechodniów, którzy bez irytacji odpowiadają na pytania, podprowadzają do celu. Uczymy się więc słowa dziękuję po turecku, żeby grzecznie okazać wdzięczność. I tu zagwozdka, bo nie wchodzi do pamięci. Tiszekiureenderim, do tego z umlautami, no ja nie daję rady!
– Spróbujmy jakiegoś skojarzenia! – ustalamy strategię.
Ciesze kure…- zaczyna Krysia – …edek rymuje?
Zaśmiewamy się do łez, ale o dziwo pomaga i już możemy to jakoś zapamiętać. I używamy, co wzbudza u Turków uśmiech aprobaty. Oni tu umieją się z każdą nacją przywitać, w końcu jakoś trzeba klienta zobowiązać do zakupów. Słychać głównie niemiecki i rosyjski, te dwie nacje najliczniejsze, ale i Polaków sporo, więc zewsząd nawołują -jak sie masz!
W zasadzie tego handlowego zacięcia u nich nie lubię, tylko to mi przeszkadzało. Turecki sklepikarz robi się niemiły, gdy nie kupisz u niego. Targowanie się nie jest moim żywiołem, a w prywatnym handlu jest to regułą. Na towarach brak metek, trzeba zapytać o cenę, wtedy zaczyna się spektakl z jej określaniem. Czegoś szukanie w komputerze, numerków jakichś sprawdzanie, szefa przywoływanie, kolejne ceny obniżanie i obrażanie się, że nie chcesz, choć to już tylko 60 euro za torbę.
– Leder, madam! Leder!!!
-Ale nie ten kolor, chcę brązową, nie czarną.
-To niech pani zasprejuje! (autentyczne!)
Więc kupowałyśmy w supermarketach, równie tanio, a bez humorków. Zakupy się tu robi za grosze i do hotelu ludzie zwozili pełne reklamówki wszelkiego dobra. My też nagrzeszyłyśmy, ale czujemy się usprawiedliwione okolicznościami.

Wstawałyśmy z leżaka tylko na zwiedzanie okolicy. W okolicy Manavgat turysta ogląda współczesność, czyli bazar, ogląda wodospad na rzece ( wstęp obiletowany, żeby zobaczyć płynącą wodę!) i podziwia pozostałości kultury antycznej, bo jest przecież w basenie Morza Śródziemnego, gdzie ludzie żyli od czasów stworzenia, więc   się nagromadziło ruin po nich.

W Side ludzie mieszkają wśród tych starożytności, autobus mija wiekowe kolumny, stare mury są częścią współczesnych domów,koty wygrzewają się na marmurowych głazach sprzed naszej ery, a z okna można widzieć strzelistą kolumnadę greckiej świątyni.

Side, leżące 7 km od naszego hotelu słynie z pozostałości antycznego miasta. Imponująca fontanna, piękne pozostałości świątyni Apollina na nadmorskim wzniesieniu, ułomki kolumn z rzeźbionymi kapitelami, wiekowe gruzy niosące powiew minionej świetności. Łaziłyśmy tam jak zaczarowane, nie spodziewając się nawet, co nas czeka w leżącym 40 km dalej Aspendos. Zdecydowałyśmy się tam pojechać raczej z obowiązku, bo z ambitnych planów różnych wycieczek po okolicy rezygnowałyśmy kolejno, wybierając lenistwo na plaży, aż w końcu tuż przed wyjazdem sumienie nas ruszyło, bo jak tu leżeć i nie zobaczyć Antalii z jej piękną, sławną starówką? Więc pojechałyśmy i obejrzałyśmy, naprawdę warto.
I to Aspendos ostatniego dnia przed wyjazdem, dosłownie zapiera dech w piersiach, zwłaszcza miłośnikom kultury antycznej. Ataturk, turecki premier, nakazał renowację starożytnego teatru, co podobno spotkało się z oburzeniem, ale ja bardzo go za to chwalę, bo jednak ten teatr, choć z widocznymi śladami uzupełnień, ale jednak stoi – ogarnięty, sprawny, ogromny, cud architektury, doskonały w swym kształcie i funkcji.
Było tam kiedyś całe miasto na wzgórzach, w niebo sterczą do dziś potężne resztki murów z bramami wyniosłymi i marmurowymi płytami na ścianie. Wielkość tych budynków, przepych zdobień, zbyteczne do zwykłego bytowania, dobitnie świadczy, że ludzie tu żyjący mieli potrzeby duchowe, tworzyli Kulturę.
Miasto z wodociągiem i kanalizacją, co naocznie sprawdziłam. Dlaczego opuszczone? Dlaczego nikt po nich tego nie przejął, w końcu to mury gotowe, można było od razu mieszkać. A przy okazji ratować przed niszczącym działaniem czasu. Tak sobie dumałam naiwnie, aż śpiew muezina z pobliskiego minaretu całą okolicę napełnił, więc doszło do mnie, że jedna kultura odchodzi, a druga niszczy nawet jej ślad.
Sfotografowałyśmy wszystko, i teatr, i agorę, i stadion, i co tam jeszcze z ziemi sterczało i zachwycało.

Co więcej? Wino lokalne mają znakomite, a woda w morzu takiej temperatury, jak u nas w lipcu. No i cisza na plaży, przecież nie sezon, można spać w słońcu i nasycać się energią, jeśli ktoś lubi.

 

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.