Z Fromborka na Mazury czyli śladami Krzyżaków

By Madamka • Polska • 31 Lip 2017

Dzień drugi: czwartek
Niesamowite! Od rana jestem w zdumieniu, nie tego się spodziewałam. Frombork jest małą wsią z mini ryneczkiem, gdzie kilka domków zwraca się w kierunku modnej nowej płaskiej fontanny. Tuż obok ogromny gotycki kościół, pustostan z niekompletnym oszkleniem, smutny widok. Ale najwięcej niespodzianek, gdy człowiek zwróci wzrok na wzgórze katedralne. Całe jest zabudowane ogromnymi, monumentalnymi budowlami z czerwonej cegły. Katedra z wieżami, siedziba biskupa, jeszcze dodatkowa wieża Kopernika, inne budynki, cały ogromny, czerwony kompleks wzniesiony wysoko nad mizerną wioską tuż przy Zalewie Wiślanym. Wszystko to zaopatrywała w wodę specjalna konstrukcja w Wieży Wodnej, unikatowy dziś zabytek i dzieło geniuszu ludzkiego, a właściwie geniuszu dziadka sławnego kompozytora Hendla. Widać w tej rodzinie geniusz był dziedziczny.
Wejście do katedry, gdzie Kopernik pracował i gdzie jego szczątki spoczywają – tylko z  biletem 8-miozłotowym. Wścieka mnie to obiletowywanie kościołów, bo moi przodkowie je wznieśli, wszyscy płaciliśmy 10% podatku przez całe wieki, pewnie często ktoś głodował, komu dziesięcinę zabrali, a teraz masz! Chcesz się pomodlić, kup bilet!  W budynkach wokół katedry ktoś przedsiębiorczy zorganizował planetarium. Światło rzucają na sufit przez podziurkowane sitko, kilka banałów o gwiazdach mówią. O Koperniku nie dowiesz się tam nic. W ogóle nie ma na wzgórzu katedralnym informacji o najsławniejszym lokatorze, nawet ulotek nie ma. Jedynie z historii katedry wynika, kiedy przybył i kiedy zmarł. Bilet  do planetarium kosztuje 10 zł i szczerze odradzam tę atrakcję.

 

 

Opuszczamy z niedosytem wiedzy i jedziemy dalej. Po drodze Orneta, nazwa mi w pamięci po lekturze Krzyżaków została, więc stajemy. Ryneczek malutki, ale miły, obok przeogromny, piękny kościół. Obchodzimy skrupulatnie ratusz, a potem kupujemy w obuwniczym kilka par butów, bo bardzo tanie, a obiad jemy na drugim rogu, za symboliczne 11 złotych. Robię zdjęcie ogromnego schaboszczaka, przykrywa cały talerz.

 

 

W Dobrym Mieście stajemy, bo nie sposób ominąć tamtejszego kościoła. Góruje nad miasteczkiem swą kolosalną, surową, czerwoną bryłą, a wieża jego masywna, potężna. Zdjęcia mu prawie zrobić się nie da, nie mieści się w kadrze. Na tych krzyżackich terenach kościoły są ogromne, ceglane, bo Krzyżacy z błota budowali, jak Sienkiewicz zgrabnie ujął, ale to błoto setki lat stoi i budzi respekt. W tych kościołach średniowiecznych z zewnątrz, dziś wnętrza zdobione barokowo, co niespójne jest, ale nie wnikam, czas działa, ludzie zmieniają style.

 

 

Do Olsztyna wpadamy na krótką chwilę. Starówka pięknie zrenowowana, przytulna, ukwiecona. Pełno ludzi w ogródkach piwnych. Szeroko rozlew,a się muzyka, bo akurat mają festiwal rapowy. Stare miesza się z nowym. Piękne, czyste cegły zamku czerwono kontrastują z kolorami kamienic. W tle przewysokie gotyckie czuby wież kolejnego kościoła, do którego na szczęścia nie docieramy ze względu na Krysi kolano. Gdyby nie ono, obejrzałabym wszystkie okoliczne kościoły. Lubię oglądać kościoły, są zbiorami kultury, ale jak ich za dużo, to nie zapamiętuję. Lepiej jeden zobaczyć i niech wypływa potem z pamięci. Spieramy się w tej materii. W każdym razie olsztyńskie stare miasto pozostawia miłe wrażenie, dalsza zaś część już zwykła, nieciekawa, nawet brzydka, ale tak w całym kraju, dziedzictwo lat biednych. Dzięki Bogu choć za te starówki.

 

 

O zachodzie słońca docieramy pod olbrzymią różową fasadę sanktuarium maryjnego w Świętej Lipce. Zawsze chciałam to miejsce odwiedzić, odkąd jeden z moich dostawców ( w poprzednim życiu) opowiedział mi historię swego tam dotarcia. I oto upłynęło ze 20 lat i jestem, stoję malutka przed bogatą bramą, a za mną pięknie zdobiony, przytulny – bo wielka jest tylko fasada, sam kościół za nią już mniejszy- kobiecy w charakterze. Dziwnie to brzmi, ale takie mam odczucie, może przez błękitno- różowe zdobienia ścian i sufitu. Piękny jest i miło w nim się pomodlić. W przykościelnym sklepiku można kupić za 3 złote plastikową figurkę w kształcie Madonny na wodę święconą, która ciurka z metalowego baniaczka i każdy może napełnić, co i my robimy. I hit, którego dotąd nie widziałam – cukierki krówki w papierkach z biblijnymi cytatami.

 

Nocujemy w pięknym miejscu, do którego prowadzi urocza leśna droga, wąska i pusta. Polecam to miejsce miłośnikom agroturystyk. Czułam się tam jak u siebie, dużo było drewna na ścianach i sufitach, szafa taka sama, jak moja, co jej syn już nie chce, a ja bronię, siatki w oknach, a na wszelki wypadek jeszcze packa na muchy. Nie śmiejcie się, ktoś myślał o wygodzie turysty.
Życzliwa gospodyni jajka świeże nam sprzedała, były na śniadanie. Cicho, zielono, przytulnie, wygodnie. Adres Jaśkowo 5, cena 60 zł/osoba/noc.

Tags: , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.