Z Międzyzdrojów do Fromborka

By Madamka • Polska • 31 Lip 2017

Deszcz zalewa okna, prognoza zła, a przed nami  kawał drogi do Gdańska, gdzie czeka zamówiony przez booking nocleg. Ociągamy się z opuszczeniem domu, jak długo się da, ale w końcu czas na męską decyzję, więc wychodzimy w ulewę, wkładamy bagaże do auta i ruszamy w stronę Gdańska. Jedzie się nieźle, droga, którą wybrał dla nas gps, choć wąska, pustawa jest, widać deszcz wszystkich zatrzymał w pieleszach. Na Kaszubach pojawiają się dwujęzyczne napisy na znakach, kuszą reklamy rybnych restauracji, bo wzdłuż drogi liczne jeziorka, ale czas goni, innym razem!  Zatrzymuję się raz w Tychowie, żeby obejrzeć największy w Polsce głaz Trygław, 50 metrów obwodu!
Wieczorem docieramy w deszczu do Gdańska, nocleg w agroturystyce na przedmieściach, warunki dobre.

Dzień pierwszy: środa.
Rano w deszczu zaczynamy podziwiać gdańską starówkę, przepiękną, bogatą, ukwieconą i schludną. Oglądam spod parasola cudne, złocone kamieniczki, ogromne mury bazyliki Mariackiej i brukowane ulice. Łazimy powoli wzdłuż Motławy, pełno przeróżnych knajpek, ogródki restauracyjne, różnojęzyczni turyści, z galerii wylewa się rzeka bursztynu . Jest też jego muzeum przy Długiej, trzy piętra z salkami wypełnionymi bursztynem w postaci kamieni, w różnych kolorach i wielkościach, z inkluzjami, a wśród nich rarytas, słynna bryłka z jaszczurką sprzed 40-u milionów lat. Podobno są tylko dwie takie na świecie. I wyroby przeróżne zdobione bursztynem, wazy, kielichy, gitara nawet, bursztynowy słowik, którego wręczają zwycięzcom Sopotu i biżuteria. Jeszcze wyżej taras widokowy, z którego pięknie widać całą starówkę.
Potem przejeżdżamy pod bramę stoczni, tę historyczną, z której Wałęsa ogłaszał zwycięstwo i wzruszam się widząc sklejkową tablicę ze sławnymi postulatami, przymocowaną do ściany dawnej portierni. Czytam je wszystkie powoli i nie dowierzam, ze postulowali wiek emerytalny dla kobiet – 50 lat, 55 dla mężczyzn, trzyletni płatny urlop macierzyński. I co się z tym stało?
Obok bramy pomnik stoczniowców,  kotwice na wielkich krzyżach, piękny wiersz Miłosza wpisany w płaskorzeźbę .

„Który skrzywdziłeś człowieka prostego śmiechem nad krzywdą jego wybuchając, nie bądź bezpieczny! Poeta pamięta.”

Za stoczniową bramą, na której Matka Boska wśród plastikowych kwiatów, tak samo od tamtych lat, powstał nowoczesny budynek muzealny z wystawą historyczną. Przez szyby widać z holu wielkie fotogramy ze strajku. Do kasy biletowej długi ogonek, więc nie wchodzę na wystawę, a zresztą to wszystko noszę w sobie, nie zapomniałam.
W gablocie leży cicho stary, żółty sweter Wałęsy, który brał udział w pamiętnym strajku, a potem grał w filmie, gdzie Więckiewicz wcielał się w Lecha i też ten sweter nosił. Sweter nieduży, widać jaki to był szczupły facet wtedy.

Ulewa się wzmaga, gdy wsiadamy auta i zmierzamy przez bagniste, zachwaszczone Żuławy w stronę Fromborka. Ta okolica mi się nie podoba, biednie tu jakoś, może ta wilgoć wszechobecna takie wrażenie potęguje. Po drodze zatrzymujemy się w Elblągu, jednym z wielu polskich miast, których nie znam i… warto było! Nowo zbudowane stare miasto śliczne i przytulne, czyściutkie i miłe, nad uroczą rzeką o imieniu Elbląg. Elbląg nad Elblągiem. Był pusty plac od wojny między kościołami, więc go zabudowali i to bardzo udanie. Kamieniczki stylizowane na stare, dużo kwiatów. O długiej historii miasta  opowiadają plansze informacyjne ustawione na głównej ulicy.
Z Elbląga można ruszyć w podróż wodną Kanałem Elbląskim do Ostródy. Jest to unikatowa wycieczka, bo stateczki pewne odcinki pokonują „po trawie”, wiezione na wózkach. Cały dystans pokonuje się w przeszło 10 godzin ale można też wybrać krótsze warianty. Nie da się jednak takiej wyprawy dokonać w gęstym deszczu, więc choć z żalem, ale zrezygnowałam.
Dzień kończymy dotarciem do Fromborka, żeby przenocować w agroturystyce Żółty Szalik, 50 zł/osoba, ale w oknach brak siatek, zaś komary liczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.