Zimowy tydzień tuż pod Zakopanem, czyli coś dla ciała.

By Madamka • Polska • 12 Gru 2018

Śnieg zaczął padać wieczorem w dniu mego przyjazdu i padał cierpliwie trzy dni.
Zniknęło błoto na bocznych drogach  i zrobiło się czysto i świeżo  ku mojej radości. Każdego ranka wita mnie inny widok za oknem. Raz szczyty Tatr odbijają się wyraźnie od błękitu nieba, raz wszystko tonie w przytulnej szarości. Domy i auta śpią pod grubymi, białymi pierzynami. Gałęzie drzew uginają się pod ciężarem opadu. Brodzę w śniegu wędrując wzdłuż długiej ulicy, która przecina Bukowinę Tatrzańską, ułożoną ną pagórku podzakopiańską wieś z niespełna 3 tysiącami mieszkańców, na dwie równoległe części. Domy spływają z tego  pagórka na zbocza, a te, które się nie zmieściły, znalazły przytulisko na sąsiednich górkach. To, co mnie irytowało, gdy tu przyjechałam – chaotyczne ułożenie domów do ulicy, nadmiar tablic reklamowych, każdy płot inny , każdy budynek inny, a to drewniany, a to murowany – wszystko to zniknęło pod warstwą bieli, już nie razi, ujednoliciło się. I ucichło. Wszelkie warkoty i stukoty brzmią, jak spod przykrywki,  jakby ktoś zmniejszył głośność. Takiej zimy od lat nie odczuwałam, to zima z czasów dzieciństwa z tą obfitością śniegu i ciszą. Taki podarunek od Mikołaja, nieoczekiwany, bo przyjechałam tu błotnistą jesienią, a obudziłam się  w zimie.

Nic tu nie ma ciekawego o tej porze, chyba że ktoś jeździ na nartach, wtedy ma blisko do wyciągów.

Odszukałam drewniany, zbudowany w tatrzańskim stylu dom ludowy, gdzie działa zespół teatralny, zachwalany, ale żeby go obejrzeć, trzeba do Warszawy, bo tam w tym tygodniu występuje. Zabytków tu brak, kościół nowy, zimny, bez patyny, kilka sklepów, spora ilość karczm albo karcm, zależy kto mówi i trochę handlowych budek przy drodze, z tutejszym rękodziełem i oscypkami.

Jak nie ma nic dla ducha, to trzeba zająć się ciałem.  Blisko mam do term bukowińskich, ponoć największych w Polsce, nie wiem, nieistotne, ale kąpiel w zewnętrznym basenie, w ciepłej wodzie, z widokiem na ośnieżone smreki jest naprawdę super.  No i w hotelu komplet zabiegów, masaży i borowin. Więc się oddaję tym przyjemnościom, a w przerwach patrzę na wszechobecną biel, co dobrze robi na nerwy. Nawet tu dokuczają, gdy się dowiesz o szczepieniu wnuczki i noc bezsenna gotowa. Trzeba długo patrzeć na Rysy i pić kawę powoli, żeby dojść do spokoju. Miałam ambitny plan objechania okolicy, ale z każdym dniem i masażem odkładam to na później.

A śnieg pada i pada. Zimno, biało, zaspy, sople….


Tags: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.